- Zapewniam pana panie
„— Zapewniam pana, panie Deerning — odrzekł cicho, lecz z przekonaniem — że w tym przypadku pan Rockhard nie może i nie chce tego zrobić.
— To mi wygląda na coś, czego lepiej nie tykać — odparł sztywno Deerning.
Facet wzruszył ramionami.
— Dobra. Nie, to nie. — Ruszył w stronę drzwi. Deerning nie mógł się jednak tym razem powstrzymać.
— A co będzie — wyrzucił z siebie — jeśli odmówię Krępy nawet się nie odwrócił, by mu odpowiedzieć.
— Przyrzeknie mi pan, że zapomni o tej rozmowie — rzekł od niechcenia — szczególnie, jeśli zapyta pana o to któryś z tych panów w ładnych szatkach.
— I to wszystko
Po raz pierwszy na niewzruszonej twarzy pojawił się cień rozbawienia.
— Poza tym, że do końca dni będzie się pan zastanawiał, co pan stracił.
Deerning zwilżył wargi.
— Niech mi pan powie tylko jeszcze jedno. A jeśli pójdę do pańskiego Rockharda, porozmawiam z nim, a mimo to zechcę odmówić
— To panu, oczywiście, wolno. Jeśli pan zechce.
— Chodźmy — zdecydował się Deerning. Znajdowali się już nad miastem w luksusowym śmigłowcu, kiedy przyszło mu do głowy, że słowa „jeśli pan zechce", wypowiedziane w taki sposób, jak to zrobił krępy facet, mogą mieć wiele znaczeń. Odwrócił się do niego, by się odezwać, ale twarz tamtego, przez sam spokój, który się na niej malował, wyrażała jedno że jest to człowiek, który swoje zadanie wykonał i nie doda już ani jednego słowa.“(13)