A więc jak wynika z tych
przynęty |sprzęt do masażu |kaszuby restauracja
„A więc, jak wynika z tych kilku dowolnie wybranych fragmentów, najstarsze prawo Bałtyku przewidziało morskie awarie i kolizje, burze i sztormy, zwady i spory, a nawet marynarski ożenek. Nie dajmy się jednak zwieść słowom. Ci, którzy prawo to układali, zdawali sobie doskonale sprawę, że na morzu panami są marynarze. Rozumieli, żc od nich zależy los statku i dobro towaru, powodzenie rejsu i zysk handlu. Przyznawali im więc rację. Ale gdy marynarz schodził na ląd, aby dochodzić swych praw, sytuacja ulegała radykalnej zmianie. Na lądzie panami byli oni — możni kupcy, bogaci armatorzy. Roszczenia marynarzy zalegały gdańskie sądy. Procesy żeglarzy, szyprów, ciągnęły się latami. Morskie prawo obnażało na lądzie swą klasową strukturę. Bez cienia wstydu.
Tym ciekawsza wydaje się jego lektura współczesnym socjologom po blisko sześciu wiekach. Surowa uroda praw morza ujęła także znakomitego językoznawcę Bernarda Janika, który dokonał przekładu średniowiecznych tekstów na współczesny język polski. Trudno o lepszego autora. Gdańskie rękopisy skreślono w językach staroniderlandzkim i staroniemieckim, a Bernard Janik po studiach germanistycznych na polskim uniwersytecie przebywał kilka lat w Niderlandii. Z Amsterdamu, gdzie widział ostatnie wielkie żaglowce, przybył do Gdańska, dokąd czasem zawijały jeszcze stare szkunery. Uczył niemieckiego w polskim gimnazjum, pogłębiając własną wiedzę. Okupację spędził na wygnaniu, tęskniąc za morzem. Po wyzwoleniu wrócił na Wybrzeże, gdzie czekała nań wielka przygoda i ogromna praca. Podjął wykłady germanistyki na wyższych uczelniach Gdańska, a w Gdańskim Archiwum odkrył zabytek piśmiennictwa niderlandzkiego. Poświęcił mu dziesięć lat benedyktyńskiej pracy. Przyswoił polskiej literaturze najstarsze prawo Bałtyku. I to w chwili, gdy Sejm Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej na swej jesiennej sesji 1961 roku uchwalił nowy polski kodeks morski.“(15)
święta wielkanocne w górach |Bilety lotnicze Norwegian |remonty Kraków
„A więc, jak wynika z tych kilku dowolnie wybranych fragmentów, najstarsze prawo Bałtyku przewidziało morskie awarie i kolizje, burze i sztormy, zwady i spory, a nawet marynarski ożenek. Nie dajmy się jednak zwieść słowom. Ci, którzy prawo to układali, zdawali sobie doskonale sprawę, że na morzu panami są marynarze. Rozumieli, żc od nich zależy los statku i dobro towaru, powodzenie rejsu i zysk handlu. Przyznawali im więc rację. Ale gdy marynarz schodził na ląd, aby dochodzić swych praw, sytuacja ulegała radykalnej zmianie. Na lądzie panami byli oni — możni kupcy, bogaci armatorzy. Roszczenia marynarzy zalegały gdańskie sądy. Procesy żeglarzy, szyprów, ciągnęły się latami. Morskie prawo obnażało na lądzie swą klasową strukturę. Bez cienia wstydu.
Tym ciekawsza wydaje się jego lektura współczesnym socjologom po blisko sześciu wiekach. Surowa uroda praw morza ujęła także znakomitego językoznawcę Bernarda Janika, który dokonał przekładu średniowiecznych tekstów na współczesny język polski. Trudno o lepszego autora. Gdańskie rękopisy skreślono w językach staroniderlandzkim i staroniemieckim, a Bernard Janik po studiach germanistycznych na polskim uniwersytecie przebywał kilka lat w Niderlandii. Z Amsterdamu, gdzie widział ostatnie wielkie żaglowce, przybył do Gdańska, dokąd czasem zawijały jeszcze stare szkunery. Uczył niemieckiego w polskim gimnazjum, pogłębiając własną wiedzę. Okupację spędził na wygnaniu, tęskniąc za morzem. Po wyzwoleniu wrócił na Wybrzeże, gdzie czekała nań wielka przygoda i ogromna praca. Podjął wykłady germanistyki na wyższych uczelniach Gdańska, a w Gdańskim Archiwum odkrył zabytek piśmiennictwa niderlandzkiego. Poświęcił mu dziesięć lat benedyktyńskiej pracy. Przyswoił polskiej literaturze najstarsze prawo Bałtyku. I to w chwili, gdy Sejm Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej na swej jesiennej sesji 1961 roku uchwalił nowy polski kodeks morski.“(15)
święta wielkanocne w górach |Bilety lotnicze Norwegian |remonty Kraków